Świnoujście
Świnoujście to mniej więcej od 200 lat najważniejsza miejscowość tego regionu, od mniej więcej stu rywalizująca jednak pod względem turystycznym z pobliskimi Międzyzdrojami. Miejscem, które robi największe wrażenie, jest oczywiście szeroki kanał Świny w sercu miasta, z imponującymi nabrzeżami - można podziwiać je w całej okazałości, przeprawiając się promem dla pieszych. Najważniejsza część miasta leży po zachodniej stronie Świny, na wyspie Uznam. Najogólniej można powiedzieć, że Świnoujście to kurort "pełną gębą". Oprócz typowego miejskiego centrum (zdominowanego, z racji na wojenne zniszczenia przez nowoczesną zabudowę), perłą Świnoujścia jest dzielnica nadmorska, w której można podziwiać najbardziej okazałe przedwojenne pensjonaty, niemal letnie pałace skupione wzdłuż okazałej nadmorskiej promenady. Jest tu bardzo dużo zieleni - oprócz otaczających miasto lasów są dwa duże, stare parki, z ogromnym Parkiem Zdrojowym na czele, wpisanym do oficjalnego rejestru zabytków. Wielką letnią atrakcją Świnoujścia jest trwający zwykle ok. 2 tygodni festiwal Fama, którego rozrzucone po całym mieście wydarzenia kulturalne koncentrują się w parkowym Amfiteatrze w centrum miasta.
Niewątpliwym urozmaiceniem wypoczynku w Świnoujściu może być położony raptem kilka km od miasta niemiecki kurort Ahlbeck, jak i przylegający do granicy po polskiej stronie ogromny bazar, nastawiony głównie na przybywających piechotą niemieckich konsumentów.
Plaże. Zgodnie z tym, co można przeczytać w niemal każdym przewodniku turystycznym - najpiękniejsze i najszersze plaże w regionie znajdują się w Świnoujściu. Co do tego nie ma wątpliwości - między niewielkimi słabo zarośniętymi wydemkami , a wodą Bałtyku jest czasem nawet 100 metrów wspaniałego białego piasku. Tyle że po centralnej, zachodniej stronie Świnoujścia, tę plażę wypełniają latem tysiące ludzi. Podobnie jak w Międzyzdrojach, na wyciągnięcie ręki od plaży jest wszystko, co może zaoferować nowoczesny, polski kurort - smażone ryby i frytki, piwo, muszelki, ozdoby z bursztynu, odzież i akcesoria plażowe, "normalne ubrania", książki, prasę i tysiące innych towarów. Z kolei po mniej ludnej, wschodniej stronie Świnoujścia (Warszów) ta sama plaża pozostaje niemal pusta i jedyna towarzysząca jej "plażowa infrastruktura" to wydmowy bar-smażalnia na świeżym powietrzu, przy którym działa także wypożyczalnia leżaków i parawanów. Dlatego w zależności od potrzeb, preferencji, no i posiadanych środków transportu, można wybrać między plażowaniem w samym sercu kurortu, albo daleko od centrum, ale w ciszy, w bliższym kontakcie z Naturą.
Plaże pomiędzy Międzyzdrojami a Świnoujściem. Mimo że Międzyzdroje i Świnoujście dzieli dystans aż 15 km, na tym odcinku dostęp do dzikich plaż jest dość ciężki. Przede wszystkim na tej dość sporej połaci lasów i nadmorskich wydm ulokowały się dwie duże jednostki wojskowe. Mimo że jedna z nich jest już opuszczona przez wojsko, od głównej szosy nr 3 (E65) do plaży można dojść zaledwie w dwóch miejscach i to przemierzywszy ponad kilometr lasem, a potem przez wydmowy piach. Dlatego najwygodniej jest skorzystać z dojść do pół-dzikich plaż na wysokości Lubiewa (2 km od Międzyzdrojów) albo dopiero w Warszawie, (ok.1 km na zachód od stacji Przytór).
Nabrzeża Świny w centrum. Jak okiem sięgnąć - widać tu urządzenia międzynarodowego terminalu promowego i największe promy kursujące do Skandynawii (na lewym skraju), nabrzeża portu wojennego, przystań jachtową, cumujące na lewobrzeżu statki wycieczkowe, dworzec promowy, nabrzeże holowników, aż po olbrzymie żurawie Świnoportu, widoczne na prawym skraju tej portowej panoramy. Jeśli dodać do tego wielkie statki żeglugi morskiej, przemykające tędy w stronę Bałtyku, albo Szczecina, obraz morskiego okna na świat jest pełny, nie trzeba nic więcej.
W miejscu tym od wieków przeprawiano się przez Świnę - kronika z 1230 pisała o kursującym tu promie, a już w XVI wieku, aż o trzech promach. W tej okolicy znajdował się opisywany w średniowiecznych kronikach gród strzegący ujścia rzeki. Ujścia, dlatego że jeszcze 300 lat temu gdzieś tu kończył się ląd, a zaczynało morze - dopiero w XVIII wieku, w efekcie prac melioracyjnych prowadzonych pod okiem holenderskiego inżyniera, generała Gerharda von Walrave (jego imieniem nazwano właśnie Fort Wschodni) udało się wyrwać morzu 1,5-kilometrowe pasy lądu po obu stronach Świny. Czasy tworzenia i budowania były tu jednak nieustannie przeplatane okresami wojennej destrukcji - przez ten wąski przesmyk, przewalały się na przestrzeni wieków wszelkie możliwe dziejowe zawieruchy - poprzez najazdy Wikingów, Polan (zbrojne ekspedycje Mieszka I i Bolesława Chrobrego) i Brandenburczyków na przełomie Tysiącleci, poprzez wielokrotne inwazje duńskie w XII w., potem trwające na tych ziemiach ponad 150 lat zbrojne przepychanki między królestwami niemieckimi a Szwecją, aż po przemarsz, a potem odwrót wojsk napoleońskich na początku XIX wieku. Ta wyjątkowo burzliwa historia pozostawiła po sobie ślady m.in. na dnie Świny. W czasie prac pogłębiarskich i budowlanych wydobywano tu najdziwniejsze trofea, takie, jak np... dzwony kościelne wydobyte w 1895 roku, pochodzące najprawdopodobniej ze zburzonego średniowiecznego kościoła, który stał po zachodniej stronie. Natrafiono też na zagadkowe podwodne mury - prawdopowobnie pozostałości tulelu pod Świną (!!!) łączącego forty na wschodnim i zachodnim brzegu.
Miejscowi twierdzą także, że jeszcze całkiem niedawno, w trakcie wielkich prac budowlanych przy rozbudowie Świnoportu, koparki wykopywały całymi łyżkami stare monety i naczynia, które od stuleci leżały na dnie Świny w ładowniach zatopionych łodzi i okrętów. Ostatnie, a zarazem najbardziej krwawe wojenne sceny, jakich świadkami były te nabrzeża, rozegrały się w ostatnich dniach II wojny światowej. Nad wypełnione wojskiem i dziesiątkami tysięcy uchodźców z całego Pomorza Świnoujście, czasem kilka razy dziennie nadlatywały wielkie stada ciężkich bombowców brytyjskich i amerykańskich, na zmianę z sowieckimi. Co chwilę rozlegało się wycie syren przeciwlotniczych, silników samolotowych, huk dział i eksplozje bomb. Nad miastem unosiły się dymy pożarów, ale i przeciwlotniczych zasłon dymnych, rozpalanych przez wojsko. Obrazu apokalipsy dopełniały wypływające stąd w popłochu, wypełnione po brzegi ludźmi okręty, wielkie statki pasażerskie, promy i barki, które często szły na dno jeszcze w porcie, trafiane gradem bomb lotniczych. Jednym z najstraszniejszych dni tamtej wiosny był 12 marca, kiedy amerykańskie i brytyjskie bombowce w ciągu trzech godzin nalotu zatopiły kilkadziesiąt jednostek pływających, zniszczyły setki budynków miasta (w tym gazownię, elektrownię i wojskowe fabryki), zabijając kilkanaście tysięcy ludzi, głównie cywili. Potężny słup czarnego dymu jaki uniósł się wtedy nad miastem, zaskoczył nawet samych napastników. Część z tysięcy ofiar tego pandemonium pochowano zaraz za niemiecką granicą, na Wzgórzu Golm, a część - na zawsze pochłonęły wody Świny i Zatoki Pomorskiej
Wschodnia część Świnoujścia (Warszów). Jeszcze do niedawna Warszów, czyli wschodni brzeg Świnoujścia, był omijany wielkim łukiem przez turystów, kłębiących się na plażach i bulwarach lewego brzegu Świny. Industrialna, zdominowana przez zakłady przemysłowe i zabudowania Świnoportu dzielnica, nie zachęcała do odwiedzin. Sytuacja ta zmieniła się radykalnie dopiero w 2001 roku, kiedy nagle okazało się że właśnie w Warszowie, i to niemal w sercu kompleksu portowego znajduje się jedna z największych atrakcji zachodniego wybrzeża - świeżo odremontowana i udostępniona do zwiedzania latarnia morska, niewiele ustępująca tej w Rewalu. Chcąc sprostać wielkiemu zainteresowaniu, uruchomiono specjalną linię autobusową, jak i połączenie wodne, dowożące turystów do tego odciętego komunikacyjnie przez stocznię zakątka. Przyjeżdżający tu turyści mają odtąd okazję przekonać się, że oto niemal w środku miasta, zachowała się prawdziwa oaza "nierozdeptanej" morskiej przyrody, na dodatek pełna historycznych ciekawostek. Atrakcji jest tyle, że można tu bez problemu spędzić cały dzień, dzieląc czas między spacery i relaks na tutejszej, równie uroczej a o niebo spokojniejszej niż ta po drugiej stronie Świny, plaży.
Półtora kilometra w morze - falochron wschodni. Świnoujski falochron jest jedynym miejscem na polskim wybrzeżu, gdzie nawet cierpiący na chorobę morską, mogą bez żadnych dolegliwości wejść aż na półtora kilometra w głąb morza. Ze swoimi 1400-stoma metrami długości jest to najdłuższa tego typu budowla na polskim wybrzeżu. I pomyśleć, że w 1818 roku, kiedy z polecenia pruskiego króla Fryderyka Wilhelma III-go rozpoczęto jego budowę, nie znano jeszcze betonu, żelbetonu, nie mówiąc już o gazobetonie. Cały ten moloch został - podobnie jak piramidy egipskie - zbudowany z kamiennych bloków, połączonych ze sobą jedynie zaprawą murarską. Dopiero w późniejszych dziesięcioleciach dodatkowo umocniono go betonową burtą i tzw. Betonowymi "gwiazdoblokami". Spacer tym jedynym w swoim rodzaju, wychodzącym łukiem w morze "molem" dostarcza naprawdę niezapomnianych wrażeń - oprócz potęgi pełnego morza i ptaków morskich, można podziwiać, czasem z odległości kilkunastu metrów, przepływające statki, w tym największe pasażerskie i towarowe kolosy. Gdzieś w połowie drogi między można obejrzeć wmurowaną w bruk mosiężną płytę z inicjałami fundatora i najwyższego nadzorcy tego wielkiego dzieła morskiej inżynierii - Fryderyka Wilhelma. Widnieje na niej też wypisana rzymskimi cyframi data oddania do użytku - 1823. Jak łatwo zgadnąć, na samym końcu falochronu znajduje się wieża sygnalizacyjna z reflektorami dużej mocy i tzw. "buczkiem", czyli syreną uruchamianą w czasie zamglenia. Co bardzo ważne, falochron posiada świetną nawierzchnię i jest bardzo szeroki, można więc bez problemu jeździć po nim rowerem. Dodatkowe atrakcje, to widoczne stąd doskonale urządzenia portowe - m.in. strzelista, nowoczesna wieża obserwacyjna Kapitanatu Portu, uzbrojona w anteny i obrotowe echosondy, wyrastająca z wydm tuż przy alei prowadzącej na falochron.

Rekordowa latarnia. Latarnia w Warszowie, której wkrótce stuknie 150 lat (oddano ją do użytku 1 grudnia 1857 roku), to prawdziwa "perła wybrzeża", oczko w głowie nie tylko marynarzy i portowców, ale też "cywilnych" miłośników tego typu budowli. Powód? Ze swoimi 68 metrami wysokości to nie tylko najwyższa latarnia morska na polskim wybrzeżu, ale w ogóle nad Bałtykiem. Jej światło jest widoczne w promieniu 25 mil morskich, czyli ponad 46 kilometrów. Nie muszę chyba mówić, jak wspaniały widok rozciąga się z jej drugiej, najwyższej galerii widokowej. Tych wrażeń nie da się opisać - dość powiedzieć, że przy dobrej pogodzie można stąd zobaczyć dużą część Wolina i prawie całą wyspę Uznam - niemal każdy rodzaj krajobrazu, od morza, dzikich trzcinowisk na Zalewie, przemysłowej plątaniny portu, lesistych wzgórzy, aż po letniskową zabudowę uznamskich miasteczek. Po pokonaniu w obie strony ponad trzystu schodów prowadzących na górę, można jeszcze zwiedzić ekspozycje morskich ciekawostek - muzeum latarnictwa i ratownictwa morskiego, zorganizowane na dole przez gospodarzy Latarni - Towarzystwo Miłośników Latarni Morskich. A pomyśleć, że ta wspaniała budowla była kilka razy o włos od zniszczenia - z czego ostatni raz ledwie 5 lat temu! Pierwszy raz - w czasie amerykańsko-brytyjskich i sowieckich nalotów wiosną 1945, kiedy to ciężkie bomby lotnicze padały czasem kilkaset metrów od Latarni. Kiedy zaraz potem, Niemcy w popłochu opuścili Świnoujście uciekając przed Armią Czerwoną, główny latarnik otrzymał rozkaz jej wysadzenia, którego na szczęście nie wypełnił. Kolejny trudny okres dla latarni rozpoczął się w latach 70-tych, kiedy w trakcie budowy nowych urządzeń Świnoportu, o krok od latarni wyburzano i przekopywano nabrzeże Świny. W konstrukcji powstały liczne pęknięcia, w efekcie których budynkowi zaczęło grozić zawalenie - wkrótce Latarnię zamknięto dla turystów. W latach 80-tych, musiała się stąd wyprowadzić już nawet obsługa. Zapylenie z pobliskiej bazy przeładunkowej chemikaliowców stwarzało zagrożenie dla zdrowia i życia, poza tym jeszcze mocniej nadwątliło mury latarni. Ocalenie przed katastrofą przyszło właściwie w ostatniej chwili, bo dopiero w 1998 roku - wykonano generalny remont latarni, dzięki któremu dziś prezentuje się równie wspaniale, jak 150 lat temu. Widokiem z góry może się rozkoszować każdy turysta od sierpnia 2001, kiedy to znowu otwarto jej podwoje... Regeneracja/Rozrywka: Zaraz po udostępnieniu latarni morskiej, w sąsiadującym z nią budynku otwarto pub-kawiarnię. Można tu napić się piwa, coś zjeść, albo po prostu chwilę odpocząć przed, albo po wejściu na szczyt latarni.
Fort Wschodni - Werk II. Panująca niegdyś niepodzielnie nad wejściem i redą świnoujskiego portu forteca z pięknej czerwonej cegły, zepchnięta na drugi plan w czasach hitlerowskiego żelbetu i skazana na śmierć przez zarośnięcie i rozkradnięcie za PRL-u, została jednak ocalona, ale dopiero w 2002 roku. Fortem zaopiekowali się pasjonaci z Towarzystwa Naukowego im. T. Estreichera, którzy po wykarczowaniu drzew i zarośli, odkopaniu części zabudowań, urządzili tu sezonowe muzeum. Studenci w pickelhaubach, przebrani w pruskie mundury wpuszczają na teren Fortu po wykupieniu "przepustki", czyli turystycznego biletu wstępu. Dalej tę niezwykłą budowlę można zwiedzać pod wodzą przewodnika lub samodzielnie. Zapewniam Was, że o ile masywne pruskie mury obronne nadal przytłaczają swoim ceglanym dostojeństwem, prawdziwe emocje czekają wewnątrz - w ciemnych korytarzach, prochowniach, arkadowych salach i kazamatach, oglądanych w półmroku świec, gdzie naprawdę można poczuć mroczny, chłodny ciężar pruskiej dyscypliny, na chwilę cofnąć się do epoki Bismarcka (który notabene urodził się niedaleko, też na Pomorzu Zachodnim, niedaleko dzisiejszych Pyrzyc). Plany nowych gospodarzy Fortu są bardzo ambitne - przede wszystkim wnętrza budowli zostaną wkrótce odnowione, a wewnątrz powstaną ekspozycje setek historycznych pamiątek, odkopanych w forcie i jego okolicy.


